Kosztowna fikcja sprawiedliwości

Obraz nadmiernie wyidealizowany
Oficjalne komunikaty MSWiA epatują potężnymi kwotami przeznaczanymi na naprawianie skutków ustawy represyjnej z 2016 roku, próbując kreować obraz państwa sprawnego i wspaniałomyślnego.
To jednak iluzja, którą demaskują niezbite fakty.
Za miliardowymi transferami kryje się bowiem porażający, wieloletni paraliż instytucjonalny, sabotaż kadrowy w sądach oraz bezprecedensowy dramat kilkunastu tysięcy emerytów mundurowych, dla których sprawiedliwość przyszła za późno – prosto na cmentarz. Czas wystawić pełen rachunek za zorganizowaną systemową i intencjonalną niemoc procedur, która w demokratycznym państwie prawnym nigdy nie powinna mieć miejsca.

Blisko 2,6 miliarda złotych z prawomocnych wyroków i kolejne 436 milionów złotych z decyzji administracyjnych – to bilans przedstawiony w artykule Norberta Nowotnika „MSWiA odwraca dezubekizację. Koszty liczone w setkach milionów złotych”, który ukazał się 23 września 2026 roku w Rzeczpospolitej. Z powołanych w artykule urzędowych komunikatów MSWiA wyłania się obraz państwa sprawnego i wspaniałomyślnego. To jednak obraz nadmiernie wyidealizowany.

Nie ulega wątpliwości, że odwracanie skutków regulacji z 2016 roku to konieczność naprawienia rażących błędów legislacyjnych i odejścia od niedopuszczalnej zasady odpowiedzialności zbiorowej. Autor słusznie zwraca uwagę, że mechanizmy ustawy uderzyły rykoszetem w osoby, które przeszły pomyślnie weryfikację i służyły wolnej Polsce po 1989 roku lub wykonywały zadania czysto administracyjne czy techniczne. Z tej perspektywy sądy i resort po prostu przywracają sprawiedliwość i realizują wytyczne Sądu Najwyższego oraz Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Problem w tym, że dotychczasowe działania naprawcze, choć konieczne, pozostają wciąż niewystarczające, dramatycznie powolne i wybiórcze.

Tego samego dnia Marek Kobylański opublikował w Rzeczpospolitej komentarz „Dezubekizacja. Lekcja dla racjonalnego ustawodawcy”.
Podsumowując skutki ustawy, zauważył: „Rozliczenie przeszłości miał zamknąć jeden akt prawny. Jednak naprawianie skutków niedoskonałych przepisów trwa i kosztuje miliardy”. Głos Kobylańskiego, podobnie jak opinie mecenas Moniki Gąsiorowskiej oraz wielu komentatorów reprezentujących nasze środowisko, trafnie punktuje wady mechanizmu przywracania świadczeń. Choć do końca 2023 roku sądy wydały 11 tysięcy korzystnych wyroków dla emerytów, problemem okazał się nie tylko opór urzędników, ale też celowy paraliż samego wymiaru sprawiedliwości. W rezultacie obywatele zostali uwikłani w wieloletnie, skrajnie biurokratyczne procesy rodem z koszmaru Franza Kafki.

Jak wynika z dostępnych danych, tylko między lipcem 2023 roku a wrześniem 2024 roku Zakład Emerytalno-Rentowy MSWiA musiał wykonać kolejne 5 736 prawomocnych wyroków, co kosztowało budżet ponad miliard złotych samych wyrównań.
Te miliardy nie były i nie są jednak żadnym „prezentem” od rządu.
To po prostu spłata przymusowego, nieoprocentowanego kredytu, jaki państwo bezprawnie zaciągnęło u własnych obywateli – kosztem ich zdrowia, godności i życia.
Warto przy tym sformułować jeszcze jedną ważną konstatację: proces ten dokonał się w czasie sprawowania władzy przez poprzednią opcję polityczną. Fakt ten ma kluczowe znaczenie w obliczu steków kłamstw i manipulacji, jakie po wspomnianych publikacjach przetoczyły się przez prawicowe media. Musimy pamiętać, że pod koniec 2023 roku mijało już 6 lat sądowej mitręgi, a dziś zamykamy pełny, dziewiąty rok tej ciernistej drogi.

Grzech założycielski i wendetta w Sali Kolumnowej
Warto po raz kolejny przypomnieć, jak zaczął się ten systemowy koszmar.
Ustawa represyjna z 16 grudnia 2016 roku została przepchnięta w Sali Kolumnowej z rażącym naruszeniem zasad konstytucyjnych. W finale prac parlamentarnych tylnymi drzwiami podmieniono względnie łagodny projekt na skrajnie restrykcyjny, niekonsultowany dokument MSWiA, całkowicie ignorując krytyczne ostrzeżenia Sądu Najwyższego oraz ZUS-u. Wprowadzono wówczas okrutny mechanizm tzw. „gilotyny” oraz przepisy obniżające renty inwalidzkie wskaźnikiem minus 10 procent za każdy rok służby. Szczególnie krytyczną opinię przedstawiła Helsińska Fundacji Praw Człowieka, wskazując, że wszelkie odstępstwa od zasady ochrony praw nabytych – będącej przejawem konstytucyjnej zasady zaufania obywatela do państwa – powinny zostać oparte na mechanizmach odpowiedzialności indywidualnej funkcjonariuszy, którzy w czasach PRL dopuścili się poważnych naruszeń praw i wolności obywateli.

Jednak zamiast zapowiadanego uderzenia w tych, którzy dopuszczali się bezprawia, ustawa zastosowała ślepą odpowiedzialność zbiorową. Jej ofiarami padli ludzie z zaplecza cywilnego i logistycznego: lekarki, pielęgniarki, rzemieślnicy, kadra dydaktyczna, informatycy oraz pobierające renty wdowy i sieroty. Ponad 38 tysięcy osób z dnia na dzień skazano na wegetację – w tym kilka tysięcy za głodowe 878 złotych i 12 groszy miesięcznie.

Sądowy uszczerbek na prawie – bilans Ireneusza Wojewody
Wszystkie te systemowe patologie i pułapki celnie podsumowuje Ireneusz Wojewoda z Zespołu Prawnego Bractwa Mundurowego RP, który od lat konsekwentnie analizuje tę problematykę. Wojewoda bezlitośnie obnaża fakt, że obok urzędniczej samowoli MSWiA to właśnie postawa wymiaru sprawiedliwości ostatecznie pogrążyła poszkodowanych. Sądy powszechne, zamiast z urzędu odrzucić bezdowodowe decyzje i napiętnować bezczynność ZER MSWiA, skapitulowały przed polityczną koniunkturą. Poprzez usankcjonowanie kuriozalnej konstrukcji tzw. „obalalnego domniemania faktycznego”, sędziowie zalegalizowali systemową anomalię.

W demokratycznym państwie prawnym obowiązuje elementarna logika:
urzędnik najpierw musi dowieść faktów, a dopiero potem może wydać decyzję odbierającą obywatelowi jego prawa. Inaczej niż chciała władza Zjednoczonej Prawicy, sam fakt pełnienia służby w wymienionej jednostce nie powinien zamykać możliwości wykazania swojej niewinności. W tym przypadku mechanizm był jednak bezwzględny: IPN wydawał urzędniczą informację o przebiegu służby – dokument całkowicie pozbawiony faktów, konkretnych danych i dowodów. Dyrektor ZER MSWiA bezkrytycznie przepisywał te suche daty bezpośrednio do decyzji, a finansowa gilotyna spadała natychmiast.
W zdrowym systemie prawnym decyzje te – jako całkowicie pozbawione podstaw faktycznych – powinny zostać z urzędu odrzucone i uznane za nieważne. Stanowisko to potwierdzają eksperci, wskazując, że stosowanie mechanizmów w rodzaju „swoistej gilotyny” jest w państwie demokratycznym absolutnie niedopuszczalne. Niestety, wymiar sprawiedliwości skapitulował.
Zamiast ostatecznie ukrócić ten bezprawny proceder, Sąd Najwyższy, a w ślad za nim sądy powszechne, usankcjonowały konstrukcję tzw. „obalalnego domniemania faktycznego”.
To rzekome koło ratunkowe okazało się w rzeczywistości zalegalizowaniem systemowej anomalii.
Sądy zgodziły się na sytuację, w której państwo najpierw egzekwuje bezprawne cięcia finansowe, a dopiero potem pyta o powody.
Co gorsza, cały ciężar dowodu przerzucono na policyjnych emerytów.
Zmuszono starszych, często schorowanych ludzi do wieloletniego, upokarzającego udziału w biurokratycznym teatrze i „udowadniania, że nie są wielbłądami” w obliczu zarzutów, które merytorycznie w ogóle nie istniały.
Do tego potwornego bilansu należy bezpośrednio doliczyć potężne koszty operacyjne samych postępowań sądowych, w szczególności odwoławczych.
Mówimy o gigantycznej fali aż 28 tysięcy postępowań sądowych, z których zdecydowana większość – na skutek masowych, automatycznych apelacji składanych przez ZER MSWiA – trafiała ostatecznie do sądów odwoławczych (drugiej instancji). Zaangażowanie setek sędziów, asystentów i sekretarzy sądowych w całym kraju do obsługi tych procesów, na długie lata sparaliżowało wydziały ubezpieczeń społecznych, generując miliony złotych strat z publicznej kieszeni.

Prawdziwy bilans: Tysiące zmarłych i cyniczny zysk państwa
Oficjalne raporty ministerstwa epatują kwotami, ale bezwzględnie milczą o ludziach.
Podczas gdy sądy bawiły się w eleganckie szaty „obalanego domniemania”, czas brał górę nad sprawiedliwością. Jak wynika z szacunków Stowarzyszenia Emerytów i Rencistów Policyjnych, kilkanaście tysięcy osób poniosło ostateczną ofiarę tej ustawy. Kilka tysięcy zmarło w trakcie wycieńczającej walki w sądach, nie doczekawszy wyroku, a kolejne kilka tysięcy odeszło, nawet nie podejmując próby odwołania. Pełne dane pozostają w dyspozycji ZER MSWiA, ten jednak nie widzi potrzeby sporządzenia rzetelnego raportu na ten temat.

Dla tych ludzi sprawiedliwość przyszła za późno – prosto na cmentarz.
Urzędnicy ZER MSWiA przez lata stosowali taktykę wielomiesięcznego przetrzymywania odwołań i składania apelacji z inkwizycyjną wręcz zawziętością. Z oficjalnych pism dowiadujemy się, że instytucja „nie prowadzi statystyk” w zakresie czasu realizacji wyroków ani liczby osób, które nie doczekały końca sprawy.
Cyniczny zysk państwa wynika z faktu, że wiele pogrążonych w żałobie rodzin – nie wiedząc o instytucji następstwa prawnego – nie wstąpiło do procesów.
W ten sposób państwo bezpowrotnie i bezwzględnie zatrzymało niewypłacone, w pełni należne następcom prawnym środki.

Fiskalne pułapki i okrucieństwo systemu
Dla tych, którzy przeżyli i wygrali, państwo przygotowało kolejne pułapki.
Jednorazowa wypłata skumulowanych zaległości automatycznie wepchnęła wielu emerytów w drugi próg podatkowy, obciążając ich drastyczną stawką 32 procent.
W ten sposób fiskus zarobił na podatku od własnego błędu legislacyjnego, odmawiając jednocześnie systemowej wypłaty odsetek za stracone lata.
Po okresie galopującej inflacji oddawane kwoty są już drastycznie odarte z realnej wartości.
Zwyczajną ludzką empatią nie wykazano się również wobec najuboższych.
Osoby, których wyjściowa emerytura była niższa niż krajowe minimum, mimo tego po raz drugi przepuszczone przez tą bezwzględną ustawę, nawet po wygraniu wieloletniego procesu i ponownym przeliczeniu wskaźników przez ZER MSWiA… wracały do dawnych, głodowych stawek. Przez bezduszne, sztywne algorytmy ich realne świadczenie nie drgnęło nawet o grosz.

Ministerialny sabotaż i zmarnotrawione miliony na etaty
Wstrząsające kulisy tej systemowej opresji odsłaniają oficjalne wystąpienia Zarządu Głównego SEiRP do ministrów Adama Bodnara i Marcina Kierwińskiego. Dokumenty te ujawniają cyniczny sabotaż organizacyjny, jakiego dopuściło się Ministerstwo Sprawiedliwości pod wodzą Zbigniewa Ziobry.
Już od 1 stycznia 2018 roku 2018 roku wyprzedzająco zabezpieczono w budżecie 8,6 miliona złotych na utworzenie 119 dodatkowych etatów (w tym 30 sędziowskich) w Sądzie Okręgowym i Apelacyjnym w Warszawie, dedykowanych wyłącznie do sprawnej obsługi odwołań od ustawy.
Te „znaczone” miliony zostały jednak wydane na inne cele, a stołeczne wydziały ubezpieczeń społecznych celowo osłabiono, skazując je na kadrowy paraliż. W efekcie doprowadzono do sytuacji, w której liczba osób umierających w gigantycznych kolejkach była w tym czasie wyższa niż liczba spraw rozpatrywanych przez zaledwie kilkunastu sędziów.

Art. 8a – sześcioletnia kpina z praw człowieka
Równie bezwzględną grę polityczną urządzono sobie z art. 8a ustawy, który miał być wentylem bezpieczeństwa dla osób o krótkotrwałej służbie lub z niekwestionowanymi zasługami dla wolnej Polski po 1990 roku. Zamiast tego przepis ten stał się narzędziem wieloletnich, intencjonalnych represji administracyjnych. Jak wskazuje w swoim wystąpieniu prezes SEiRP Antoni Duda, ministerstwo z pełną premedytacją pozorowało czynności i systemowo wydawało ponad 99,5 procent decyzji odmownych, nagminnie ignorując kodeksowe terminy i lekceważąc wyroki sądów.
Doszło do bezprecedensowej kompromitacji: Wojewódzki i Naczelny Sąd Administracyjny wydały setki wyroków piętnujących rażącą bezczynność oraz przewlekłość MSWiA, nakładając na resort dziesiątki tysięcy złotych grzywien.
Urzędnicy nic sobie z tego nie robili, ponieważ kary te pokrywano z kieszeni podatników.
Do tego rachunku trzeba jednak doliczyć gigantyczny koszt samej mitręgi ministerialnych urzędników oraz sędziów. Mówimy przecież o machinach biurokratycznych, które wówczas musiały przemielić ponad sześć tysięcy spraw – i to w dwóch instancjach, gdzie w sądach administracyjnych orzekały trzyosobowe składy sędziowskie. Miliony godzin opłacanych z budżetu państwa zmarnowano wyłącznie po to, by legitymizować i przedłużać urzędniczy upór.
To zorganizowane, złośliwe działanie aparatu państwowego wprost wyczerpuje znamiona przestępstwa urzędniczego i deliktu konstytucyjnego.

Podsumowanie: koszty i odpowiedzialność
Działania polityczne wokół ustawy z 2016 roku, połączone z zachowawczą postawą wymiaru sprawiedliwości, wygenerowały ogromne koszty budżetowe oraz doprowadziły do tragicznych skutków społecznych, szacowanych na co najmniej kilkanaście tysięcy zgonów wśród osób oczekujących na wyrok.
Próba rewizji uprawnień emerytalnych oparta na odpowiedzialności zbiorowej okazała się całkowicie niespójna z fundamentami państwa prawnego.
W debacie publicznej coraz głośniej podnosi się postulat pociągnięcia do odpowiedzialności prawnej i dyscyplinarnej autorów oraz bezwzględnych wykonawców tych przepisów. Pełne zamknięcie tego kryzysu wymaga jednak nie tylko wypłaty rekompensat finansowych, ale też pilnego sporządzenia przez MSWiA oficjalnego raportu o rzeczywistych ludzkich kosztach tej pseudoreformy oraz krytycznej, publicznej oceny dotychczasowej linii orzeczniczej przez samo środowisko sędziowskie.
Dopóki to się nie stanie, rachunek krzywd pozostanie otwarty.

Źródło: Biuletyn Informacyjny nr 9 (171) 2026 ZG SEiRP